Kolejny blog
środa, lipiec 28th, 2010Do biżu. http://wirewrapped.eu
Do biżu. http://wirewrapped.eu
http://sponiewierany-olowek.pl/
Ponieważ przestałam odrobinę ogarniać ilość kategorii w blogu podstawowym, założyłam osobnego bloga na stripy komiksowe. W miarę blogowania komiksów tam, będę je usuwać stąd.
Przenoszę wszystkie albumy na picasę. Nie mam siły chrzanić się ze strukturą podstron jeśli nie muszę.
Nie będę opisywać chipowania, szczepień przeciw wściekliźnie, badań, podejrzeń o białaczkę itd, bo to zeszłoroczne dzieje, opiszę tylko jak koty podróżowały z Wrocławia do Dublina w tym tygodniu.
Istnieje przepis, wg którego zwierzak musi być odrobaczony i odpchlony na 48h przed podróżą. Koty miały podróżować we wtorek wieczorem, więc zostały odpchlone i odrobaczone w poniedziałek po południu.
We wtorek mili panowie z firmy transportującej zwierzaki odebrali koty z Wrocławia i zawieźli do Katowic, skąd miały w nocy lecieć do Frankfurtu, na drugi dzień przesiadać się w samolot do Dublina i być do odebrania w środę wieczorem, w klinice weterynaryjnej w Swords.
Niestety, na lotnisku była mgła i lot odwołano. Kotami zajęły się panie w biurze firmy transportowej na lotnisku (monrz do nich dzwonił, podobno koty łaziły po biurkach, kazały się głaskać i były bardzo grzeczne). Całość się opóźniła, ponieważ następny lot, w środę rano, nie zdążył na przesiadkę do Dublina, więc koty musiały nocować na lotnisku we Frankfurcie. Nie byłam zachwycona i koty pewnie też nie, ale uspokoiła nas wiadomość, że tam jest specjalne miejsce do przechowywania zwierzaków z weterynarzem itd.
Na drugi dzień pojechaliśmy po południu do Swords odebrać koty, gdzie powiedziano nam, że koty muszą zostać na kwarantannie jeszcze na noc i otrzymać ponowne odrobaczanie, ponieważ ministerstwo głupich kro^W^Wrolnictwa uznało, że nieważne, że wyleciały z Polski w czterdziestoośmiogodzinnym okienku od odrobaczania, nocowały we Frankfurcie, jest to podejrzane, i leczenie jest nieważne.
Koty ostatecznie monrz odebrał ze Swords w piątek po południu (w czwartek i tak oboje zwolniliśmy się z pracy, na piątek nie dało rady, więc musiał jechać po pracy).
To w skrócie. Nie będę wypisywać detalicznie jakiego używaliśmy słownictwa, ile spałam albo nie spałam w ciągu tych czterech dni, bo to w sumie już nieistotne. Ważne, że koty zdrowo dotarły na miejsce i już nie są obrażone.
Jestem w trakcie tłumaczenia niektórych postów na język angielski. Strona może się czasami rozjeżdżać. Proszę o cierpliwość.